czwartek, 13 listopada 2014

Kilka zwykłych godzin mojego wieczoru.

Intensywny tydzień. Po raz pierwszy nie z powodu nauki lecz wszelakich podróży, ale o tym później. Po ostatnim wyjeździe, na który ruszam jutro o 15.25.

19.23
Boli mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Ostatnie parę godzin spędziłam w fotelu samochodowym, nie mogłam usiąść wygodnie. Siedzę na najwygodniejszym krześle świata przy biurku pośród kubków po herbacie, chusteczek i pisaków, z gumą do żucia orbit dla dzieci w ustach. Za mną leży na wpół rozpakowana torba i niedopakowany plecak. I jeszcze w kolejce czeka chemia, którą trzeba ogarnąć, święta nauka.

20.05
Biurko czyste, torba i plecak leżą jak leżały, tak samo jak chemia. Kręgosłup odpoczął, żołądek nasycił się grapefruitem, bananem, jabłkiem i kawałkiem białego sera. Zaczynam się niepokoić o śpiwór. Pora rozpisać naukę na przyszły tydzień.

20.44
Skończyłam sprzątać. Lubię porządek, prostotę. Ciągle kicham, uczulenie na roztocza nigdy nie daje o sobie zapomnieć. Chusteczki to prawie część mnie. Pora się za to zabrać, co nie będzie przyjemne. Odczulanie: co tydzień godzina siedzenia na dupie po zastrzyku przez kolejne 3 lata i dieta na której prawie nic nie można jeść. Ale co tam, wszystko się da zrobić.

21.36
Siedzę już umyta, pachnąca i zachwycam się 'Beautifull Boy' Lennona.  Pora na chemię. A potem z jakże ogromną przyjemnością zanurzę się w świeżo zmienionej pościeli. Wstanę rano i z tą samą przyjemnością przeżyję kolejny wspaniały, intensywny dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz