Intensywny tydzień. Po raz pierwszy nie z powodu nauki lecz wszelakich podróży, ale o tym później. Po ostatnim wyjeździe, na który ruszam jutro o 15.25.
19.23
Boli mnie kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Ostatnie parę godzin spędziłam w fotelu samochodowym, nie mogłam usiąść wygodnie. Siedzę na najwygodniejszym krześle świata przy biurku pośród kubków po herbacie, chusteczek i pisaków, z gumą do żucia orbit dla dzieci w ustach. Za mną leży na wpół rozpakowana torba i niedopakowany plecak. I jeszcze w kolejce czeka chemia, którą trzeba ogarnąć, święta nauka.
20.05
Biurko czyste, torba i plecak leżą jak leżały, tak samo jak chemia. Kręgosłup odpoczął, żołądek nasycił się grapefruitem, bananem, jabłkiem i kawałkiem białego sera. Zaczynam się niepokoić o śpiwór. Pora rozpisać naukę na przyszły tydzień.
20.44
Skończyłam sprzątać. Lubię porządek, prostotę. Ciągle kicham, uczulenie na roztocza nigdy nie daje o sobie zapomnieć. Chusteczki to prawie część mnie. Pora się za to zabrać, co nie będzie przyjemne. Odczulanie: co tydzień godzina siedzenia na dupie po zastrzyku przez kolejne 3 lata i dieta na której prawie nic nie można jeść. Ale co tam, wszystko się da zrobić.
21.36
Siedzę już umyta, pachnąca i zachwycam się 'Beautifull Boy' Lennona. Pora na chemię. A potem z jakże ogromną przyjemnością zanurzę się w świeżo zmienionej pościeli. Wstanę rano i z tą samą przyjemnością przeżyję kolejny wspaniały, intensywny dzień.
czwartek, 13 listopada 2014
wtorek, 11 listopada 2014
Ha, nabrałam was.
I w sumie bardzo mnie to cieszy. Główną zasadą jest zasada niedosytu. Inaczej wszystko jest nudne. Nienawidzę nudy, bardzo rzadko jej doświadczam.
Mój profil (biologiczno-chemiczno-fizyczny) wymaga ode mnie ogromnej ilości czasu. Podczas gdy koledzy humaniści zajmują się udawaniem panów i władców mojego liceum, ludzie z mat-fizu i mat-geo popijają piwo i czasem zajrzą do arkuszy maturalnych, większość "biednych" osób z biol-chemu siedzi do późnej nocy nad podręcznikami i zbiorami zadań. Wszyscy razem pogardzamy sportowcami jeszcze bardziej niż humanistami.
A dlaczego "biedny" biol-chem wcale nie musi być taki biedny?
Bo nie jest.
Jasne, są tacy biedni ludzie. Tymi nie zawracam sobie głowy. Uczą się, ale zapomną za dwa lata i zostaną najwyżej farmaceutami. I to niższej klasy. Ludzie, wśród których się obracam, są ambitni, chcą wiedzieć, chcą umieć, mają w dupie cały świat, nie pytają "kto" i "co" ale "dlaczego" i "w jaki sposób". Ci są biedni tylko wtedy, kiedy mają beznadziejnych nauczycieli. To ludzie, którzy lubią się uczyć, należą do elity intelektualistów. Jak ja.
I tu nie chodzi o to, że chcę kogoś zmotywować do nauki. Albo to lubisz, albo nie. Jesteś głupi, głupim pozostaniesz. Ale możesz robić coś dobrze. To nie musi być nauka, ale o tym kiedy indziej.
Jeżeli ten post skłonił Cię do refleksji innej, niż to, że jestem próżna, zapraszam do zaglądania. I tak to będziesz robić, ale zapraszam, bo mam chwile dobroci. Jeśli tylko stwierdziłeś, że mogłabym być skromniejsza, zrób coś dobrego dla mnie i świata, nie wchodź tu i w ogóle nie interesuj się ambitnymi ludźmi. Nie wzbudzę sobie wyrozumiałości, bo każdy problem potrafię rozwiązać, robię dokładnie to, co zamierzam. Cały dzień nad książkami czy trzymanie diety to dla mnie sama przyjemność.
Dla Ciebie nie? Oczywiście, dużo Ci do mnie brakuje...
I w sumie bardzo mnie to cieszy. Główną zasadą jest zasada niedosytu. Inaczej wszystko jest nudne. Nienawidzę nudy, bardzo rzadko jej doświadczam.
Mój profil (biologiczno-chemiczno-fizyczny) wymaga ode mnie ogromnej ilości czasu. Podczas gdy koledzy humaniści zajmują się udawaniem panów i władców mojego liceum, ludzie z mat-fizu i mat-geo popijają piwo i czasem zajrzą do arkuszy maturalnych, większość "biednych" osób z biol-chemu siedzi do późnej nocy nad podręcznikami i zbiorami zadań. Wszyscy razem pogardzamy sportowcami jeszcze bardziej niż humanistami.
A dlaczego "biedny" biol-chem wcale nie musi być taki biedny?
Bo nie jest.
Jasne, są tacy biedni ludzie. Tymi nie zawracam sobie głowy. Uczą się, ale zapomną za dwa lata i zostaną najwyżej farmaceutami. I to niższej klasy. Ludzie, wśród których się obracam, są ambitni, chcą wiedzieć, chcą umieć, mają w dupie cały świat, nie pytają "kto" i "co" ale "dlaczego" i "w jaki sposób". Ci są biedni tylko wtedy, kiedy mają beznadziejnych nauczycieli. To ludzie, którzy lubią się uczyć, należą do elity intelektualistów. Jak ja.
I tu nie chodzi o to, że chcę kogoś zmotywować do nauki. Albo to lubisz, albo nie. Jesteś głupi, głupim pozostaniesz. Ale możesz robić coś dobrze. To nie musi być nauka, ale o tym kiedy indziej.
Jeżeli ten post skłonił Cię do refleksji innej, niż to, że jestem próżna, zapraszam do zaglądania. I tak to będziesz robić, ale zapraszam, bo mam chwile dobroci. Jeśli tylko stwierdziłeś, że mogłabym być skromniejsza, zrób coś dobrego dla mnie i świata, nie wchodź tu i w ogóle nie interesuj się ambitnymi ludźmi. Nie wzbudzę sobie wyrozumiałości, bo każdy problem potrafię rozwiązać, robię dokładnie to, co zamierzam. Cały dzień nad książkami czy trzymanie diety to dla mnie sama przyjemność.
Dla Ciebie nie? Oczywiście, dużo Ci do mnie brakuje...
Subskrybuj:
Posty (Atom)